RSS
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Biegnę, więc jestem!

Ostatnio zauważyłem, że dość często zdarza mi się popadać w zadumę. Czasami na parę minut a czasami na znacznie dłużej, zaczynam myśleć o sobie i o tym gdzie teraz jestem. Na jakim etapie życia, co dalej i jak to wszystko się skończy. Trudno wyjaśnić skąd nagle wzięło mi się, na takie przemyślenia, chyba od tak, po prostu, tak mi się przynajmniej wydaje. Do czego dążę ? cóż jakiś czas temu, wyznaczyłem sobie pewien cel, do którego dążę i który jest dla mnie najważniejszy na świecie. Ale teraz tak siedząc i pisząc, zadaje sobie pytanie. No i co z tego ? co z tego, że postawiłem sobie jakiś tam cel... no właśnie, co z tego ? Przez długi czas nie robiłem specjalnie nic konkretnego, żeby zbliżyć się choć o odrobinę do owego celu i może przez to, może dlatego postanowiłem coś z tym zrobić. Na początku nieświadomie ale jednak. Wróciłem do czytania książek, chociaż bardziej zostałem zmuszony przez własne ciało do tego, no ale niech tam będzie. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że czytając zapełniałem jakąś pustkę w sobie, przynajmniej tak mi się wydawało. Może wydawało mi się, że jest we mnie jakaś pustka, może przyczyna leży zupełnie gdzie indziej ? Może, poczułem, że zaczynam stawać się kimś kim nie jestem i kim nigdy nie będę ? Wydaje mi się, że to chyba przez to podświadomie wystraszyłem się tego, że nim się obejrzę nie będę już sobą, że moje własne Ja, będzie tkwić w powłoce, która kiedyś była moim zewnętrznym Ja ? (czy czymś w tym rodzaju). Może dlatego, chwyciłem po książkę i dosłownie pożarłem ją. Teraz wydaje mi się, że to początek jakiejś konkretnej zmiany w moim życiu, zmiany na dobre tak przynajmniej myślę, i mam taką nadzieję.

Co było później ? pojawiła się kolejna myśl, może spowodowana przeczytaniem kolejnej książki Murakamiego "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu". Pewnie stąd wzięła się ta chęć do biegania. A konkretnie to dzisiaj i to dzisiaj, pobiegłem pierwszy raz od dłuższego czasu. Nie był to jakiś specjalnie długi odcinek, wydaje mi się, że około 2 - 3 kilometrów. Nic specjalnego, ale kiedy wyruszyłem na te nieznane mi dotąd wody, postanowiłem, że nie zatrzymam się ani razu, choć miałby to być jedynie zwyczajny zryw, zwyczajne widzimisię, nie chciałem się zatrzymać. Chciałem przebiec cały ten dystans w równym tempie, nawet jeżeli nogi miałby mi odpaść, czy też miałby złapać mnie skurcz, nie zatrzymam się. Za nic w świecie nie zatrzymam się!

I nie zatrzymałem się, choć pod koniec ból był prawie nie do wytrzymania, to jednak przebiegłem całą tą trasę w miarę równym tempie, bez żadnego postoju. Jak się z tym czuje ? jestem z siebie dumny, że mimo bólu, mimo drobnych skurczy udało się przebiec cały dystans, bez żadnego marudzenia. Pierwszy raz od dłuższego czasu, poczułem, że żyję! Cały zdyszany, ledwo co wlazłem po schodach do mieszkania (od razu padłem na łóżko). I wiecie co ? cały ten strach, te myśli, że może się coś nie udać to wszystko zniknęło, nagle za chmur wyjrzało słońce i stwierdziłem, że nie ma się czego bać, będzie dobrze tylko nie waż się poddawać i tyle, nic więcej. Oczywiście nie mam zamiaru zrezygnować z tego postanowienia, chcę spróbować biegać każdego dnia, no może nie siedem dni w tygodniu. Ale chociaż te sześć czy pięć, będzie wydaje mi się, wystarczające. Przynajmniej na razie.

A jeżeli, już zszedłem na temat biegania, to wypadałoby wspomnieć o muzyce, która mi dzisiaj towarzyszyła. Tak więc postawiłem dzisiaj na The Pillows i zaczynając od Fool on the planet, wyruszyłem pełen obaw co czeka mnie za każdym kolejnym zakrętem (Chociaż, nie jest to idealna muzyka do biegania, rytm powiedzmy zbyt często się zmienia, to jednak ostre brzmienie gitar oraz dość specyficzny głos Sawao Yamanaki, napełniał mnie niesamowitą energią i chyba w niewielkim stopniu dzięki temu, byłem w stanie przebiec całość, bez ani jednego postoju).

A skoro już nawijam o muzyce. Od dość dłuższego czasu, na mojej "empetrójce" zadomowiły się, zespoły z kraju Kwitnącej Wiśni. Sam się sobie dziwie, przecież nie tak dawno, z mojej playlisty nie schodził Iron Maiden, czy też Metallica. A tu masz, japońszczyzna, no w głowie się nie mieści. A mimo to dość szybko przypadło mi to do gustu, w szczególności te zespoły w których, śpiewają kobiety. Muszę powiedzieć, że brakowało mi tego, tego spokoju. Nie wiem czemu ale ten spokojny i wyrazisty kobiecy głos napełnia mnie spokojem, nie ważne, czy słucham piosenek Koki, czy też Ikimono Gakari, albo chociażby Rie Fu. Widać jest coś magicznego w tym języku, coś co w nieopisany sposób uspokaja mnie i pozwala mi odprężyć się i skupić.

Chociaż to nie tak, że ograniczam się jedynie do kobiecego wokalu, chociaż ten jest wyjątkowy i może dlatego dość często do niego wracam, to jednak to nie wszystko. Uwielbiam również Asian Kung-Fu Generation, czy chociażby Suneohair. No i wcześniej wspomniany The Pillows. A i jeszcze należałoby wspomnieć o Masayoshi Yamazaki i jego cudownym utworze One more Time, One more Chance. Ci którzy oglądali film Makoto Shinkai'a Byousoku 5 cm, na pewno znają ten utwór. Jeżeli już wspominam o Byousoku 5 cm, jest jeszcze jeden utwór. Który, szturmem zdobył me serce, chyba tak wypadałoby to napisać, jest cóż przepiękny. A chodzi oczywiście o Tenmon - End Theme (niżej link). Co jeszcze... pomyślmy a zapomniałbym o May Yamane - The Real Folk Blues.

To oczywiście nie całość jaka gości na mojej "plajliście", bo jest tego jeszcze całkiem sporo. Ale wydaje mi się, że póki co tyle wystarczy, może później po marudzę o innych zespołach, czy też postaram się jakiś jeden lepiej i dokładniej opisać. A póki co kładę się spać i cóż jak zawsze.

matane !




oraz dla leniwych :P

Masayoshi Yamazaki - One More Time, One More Chance

00:18, haansik
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 lipca 2010
O pewnej książce, chwili zadumy oraz o pewnym uzależnieniu

Od czego by tu zacząć... O! mam. Tak jakoś wpadło Mi, przez przypadek do głowy. Czasami tak się zdarza, że coś wpada do głowy i nie chce z niej wyjść, normalne. Każdy pewnie doznał, nie raz tego dziwnego uczucia, kiedy coś nagle wpada nam do głowy. Niby nic a jaki zamęt to coś potrafi zrobić. Nie zawsze dobry ale czasami zdarza się, że z takiego przypadku powstaje całkiem niezły pomysł. Ot, chociażby pomysł na kolejny wpis.

Więc o czym ten wpis ? a o pewnej książce, jak w tytule zresztą. Jaka to książka ? dość niezwykła, powiedziałbym absurdalna ale posiadająca drugie dno. Pod tą toną absurdu, kryje się opowieść o życiu, życiu pewnego mężczyzny, który to spotyka na swojej drodze dość niezwykłe osobistości... Daruję sobie dalsze streszczenie, a skupię się na samych wrażeniach i o tym jaki bałagan pozostał po przeczytaniu tejże powieści. Powieści Haruki Murakiamiego "Kroniki Ptaka Nakręcacza", tytuł dość niezwykły, zresztą jak cała książka. Ale o co tyle szumu ? Otóż, sam do końca nie wiem jak opisać stan w jakim obecnie się znajduję. Postaram się to jakoś nazwać... może tak to chyba będzie dobre. Jest to tak przynajmniej Mi się wydaje, stan nienasycenia, ciągłej potrzeby czytania i pochłaniania kolejnych wersów. Co gorsza, po przeczytaniu książki, wcale nie czuję się lepiej, zwyczajnie mam ochotę na jeszcze jedną. Ale nie jest to jakaś tam zwykła ochota, to bardziej potrzeba zaspokojenia głodu. To zupełnie tak jakby mój organizm, domagał się czytania. Czytania ? może, bardziej domaga się kolejnych wersów, rozdziałów i kolejnych książek. Zupełnie jak czarna dziura, tak ja ostatnio pochłaniam kolejne strony książek. Co prawda, ten stan utrzymuje się od niedawna i prawdę powiedziawszy jakoś nie jestem tym zbytnio przerażony. Może w pewien sposób spodobało Mi się to. W każdym bądź razie, ten głód czytania, pojawił się tuż przed wyjazdem do mojego rodzinnego miasteczka. Pamiętam, że na dzień przed owym wyjazdem, skończyłem czytać książkę Gail Tsukiyamy "Ulica Tysiąca Kwiatów", być może wtedy coś we mnie pękło. Jakby to powiedzieć, w pewien sposób pozbyłem się wszelkich ograniczników i po chwili nim się obejrzałem, byłem już w takim stanie, w jakim jestem obecnie.

Co było dalej, cóż wróciłem i zaraz po powrocie pobiegłem (dosłownie), po kolejną książkę. I tak jakoś wyszło, że chwyciłem po dzieło Haruki Murakamiego. I wpadłem po uszy, zauroczyła mnie ta powieść, jest niezwykła i nic dziwnego, że zarwałem przy tej książce niejedną noc. Dodam, że na własnej skórze przekonałem się co to znaczy syndrom jeszcze jednej strony... tak to okropne uzależnienie, ale jakże przyjemne. Sam nie wiem, czym to jest spowodowane, może zwyczajnie, miałem zbyt długą przerwę w czytaniu, czegokolwiek. I nagle coś się we Mnie obudziło. Taki mały potwór który jest wiecznie głodny! No ale nie ma co narzekać, a jedynie przyglądać się i w ciszy zastanawiać ile to jeszcze potrwa. Może tak do końca życia, przyznam się, że niemiałbym nic przeciwko.

No tak widać, od ostatniego wpisu trochę się pozmieniało. Mało tego, obiecałem kolejną mini lekcję poświęconą fotografii portretowej, a tu nagle o książkach zachciało Mi się pisać...

No ale nie będę taki podły i niżej umieściłem kilka kolejnych fotek.


Kliknij!


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

PS. W kolejnym wpisie trochę o muzyce i o fotografii portretowej i może coś jeszcze.

Matane!

 

 

 

16:51, haansik
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 lipca 2010
No i masz, wróciłem...

No i stało się. Haansik, postanowił wpaść do domu, z tego też powodu ostatnio było dość cicho tutaj. Raz, że internet u Mnie w domu dział jak chce i kiedy chce (czasami wydaje Mi się, że drań żyje własnym życiem), a dwa nie miałem pomysłu o czym by tu napisać. Tak wiem wiem, miałem naskrobać coś o fotografii, ale pomyślałem, że temat wyjazdu i dość szybkiego powrotu nie jest taki zły.

Chociaż z drugiej strony wcale taki być nie musi, w końcu nic takiego się nie wydarzyło. No może poza tym, że zebrało mi się na rozmyślenia i stwierdzam, że nawet tak krótki wypad do domu, niezbyt dobrze Mi zrobił. Niby chciałem odpocząć od Łodzi, ale prawda jest taka, że ilekroć wracam do Warty (tak to moje miasto... znaczy miasteczko, rodzinne nawet bym rzekł!), to wpadam w dziwny nastrój, ogólnego przygnębienia. Może zbytnio przyzwyczaiłem się do życia w Łodzi, chociaż może nie do końca w Łodzi, a bardziej do życia w dużym mieście. Pewnie stąd to nagłe przygnębienie, a może... a może, przez tą atmosferę tam panującą. Tego wiecznego spokoju, który nie jest nawet odprężający, a wręcz dobijający. Do tego dodać ciągłe plotkowanie starszych pań, siedzących na ławeczkach. Nie ważne ile lat minie, nigdy nie przywyknę do tego, do tych spojrzeń i ciągłego podszeptywania. Tam naprawdę wszyscy o wszystkich i wszystkim wiedzą a nawet jak nie to coś zawsze się znajdzie. Nie cierpię tego i pewnie dlatego dałem nogę z tej nieszczęsnej mieściny.

Chociaż, ta mieścinka ma swoje lepsze momenty, chodzi tutaj o obrzeża miasta, gdzie, można się naprawdę odprężyć i pobyć sam na sam z własnymi myślami. Zwyczajnie pokontemplować, to jednak nie jest to miejsce, w którym mógłbym spędzić resztę swojego życia...

Wspomniałem o lepszych momentach, tutaj kilka fotek z mojej mieściny a konkretnie z obrzeży Warty.

Kliknij!


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

A teraz kilka moich uwag, mniej lub bardziej trafnych -.- plus kilka porad z poradnika Szeroki Kadr. Dzisiaj trochę o architekturze.

www.szerokikadr.pl

Jak mogłoby się wydawać, zrobienie zdjęcia budynkowi to banalna rzecz i nawet dziecko sobie z tym poradzi. Niestety rzeczywistość bywa inna i bardziej brutalna, to też nawet zdjęcie zwykłego budynku może w praktyce okazać się bardzo trudne.

Ale po kolei, powiem co wg. Mnie wydaje się odpowiednie, ale i tak odsyłam do linka zamieszczonego wyżej. Gdzie jest dokładnie opisane co i jak.

Więc od początku, fotografować można co się chce i kiedy, to oczywiste. Ale co do budynków sprawa wygląda inaczej i nie chodzi Mi tutaj o pogodę. Otóż każdy budynek inaczej prezentuje się o różnych porach dnia czy też roku. Wszystko zależy od światła, np. budynki oszklone jak wieżowce, lepiej fotografować w ładną i słoneczną pogodę, niż w pochmurny dzień. Druga sprawa, przy robieniu zdjęć oszklonym budynkom, lepiej zaopatrzyć się w filtr polaryzacyjny. Dzięki temu małemu ustrojstwu, pozbędziemy się odbić w szybach. Co do kadru, to wszystko zależy od nas samych, jeżeli jest to większy budynek, możemy podejść bliżej i zwyczajnie podnieść obiektyw do góry, dzięki temu na zdjęciu lepiej będzie pokazana wysokość budowli. Chociaż robiąc tak zdjęcie, można wpaść we własne sidła i może pojawić się problem tak zwanych "walących się budynków". Więcej o tym na stronie szerokiego kadru. Ja powiem szczerze, mam czasami z tym problem, także większość rzeczy wykonuje na wyczucie i własne widzimisię...

Co jeszcze, pomijając problemy które mogą się pojawić. Dobrym pomysłem jest fotografowanie, budynków z dużej odległości, należy jednak pamiętać o tym, że takie zdjęcie nie może być krzywe, najlepiej zaopatrzyć się w statyw i poziomicę jeżeli statyw jej nie posiada. Dzięki temu bez problemu pstrykniemy prostą i ładną fotkę.

Na koniec, kilka słów o świetle. Ja najczęściej robię zdjęcia albo wcześnie rano albo pod wieczór, unikam robienia zdjęć w samo południe. Bo przeważnie nie wychodzą tak jak powinny albo w ogóle nie wychodzą. Co jeszcze, najlepiej unikać sytuacji, w których brak cieni, to znaczy wtedy, kiedy nie będą one widoczne na zdjęciu. Powód jest prosty (przynajmniej dla mnie i pewnie można coś dobrego z tego zrobić, ale póki co nie rozgryzłem tego jak i dlaczego ehhhh...), zdjęcie wyjdzie płaskie, bez głębi i zwyczajnie nudne. Druga sprawa unika sytuacji w której przez zbyt intensywne światło słoneczne, bądź też przez pochmurne niebo obiekt, który chcemy sfotografować jest blady i jednolity, nie ma w nim praktycznie żadnego kontrastu. Takie zdjęcie nie wyjdzie i nawet obróbka w programie graficznym na niewiele tutaj się zda.

No i chyba to tyle, do następnego wpisu w którym pomarudzę na temat portretów itp. itd. Także matane! またね!


20:29, haansik
Link Komentarze (3) »
środa, 14 lipca 2010
Hajime

No i w końcu udało się ogranąć ten blog, więc może w skrócie czego można się spodziewać i co autorowi strzeli znowu do głowy... Oj tak pomysłów mam mnóstwo, tylko nie zawsze znajdą się chęci na zrealizowanie owych pomysłów, czyli standard. Choć może nie do końca, bo jak widać jeden z moich genialnych pomysłów w postaci tego bloga udało się zrealizować, teraz pozostaje Mi mieć nadzieję, że ten blog nie umrze śmiercią naturalną, czyli zwyczajnie nie znudzi Mi się prowadzenie go.

No ale póki co nie ma czym się zbytnio przejmować, lepiej zabrać się za pisanie. Tak więc moi drodzy czytelnicy, w moim blogu, postaram się komentować jak i prezentować swoje kolejne pomysły czy też, nowe trendy związane z grafiką, bądź z fotografią. Od razu zaznaczam, że będą to moje luźne przemyślenia na dany temat. Ot czy to mi się podoba, czy też nie jest to kolejny kiczowaty pomysł... Co jeszcze, pod koniec miesiąca postaram zamieścić pierwsze kilka stron moje własnej mangi, póki co jest w fazie tworzenia, mam jedynie nadzieję, że uda mi się skończyć przynajmniej pierwszy act do końca lipca może sierpnia. Ideałem byłoby zakończenie pierwszego tomu. O czym owa manga będzie dowiecie się wkrótce.

Cóż jeszcze by tu powiedzieć, oczywiście oprócz własnej "tfurczości" jak i komentowania nowych trendów, postaram się też pomarudzić na temat różnych modeli aparatów, czy od czasu do czasu wrzucić recenzje jakiegoś animca, który to wywołał na mnie ogromne wrażenie.

Mam nadzieję, że zachęciłem przynajmniej część do tego, żeby co jakiś czas tutaj zaglądać no i to chyba będzie na tyle... póki co !

Tak więc do następnego wpisu !

20:17, haansik
Link Komentarze (9) »